Witam wszystkich, którzy celowo lub przypadkiem zawitali na moją stronę. Zachęcam do czytania, studiowania i komentowania zamieszczonych tu artykułów. Są one efektem moich przemyśleń, a zainspirowane niekończącymi się dyskusjami jakie prowadzę, tak przy ogniskach na biwakach historycznych, jak i w społecznościach internetowych. Mimo iż staram się, aby informacje w nich zawarte miały uzasadnienie w źródłach, to może mi się zdarzyć potknięcie. Proszę zatem o wyrozumiałość i konstruktywną krytykę.

Mam nadzieję, że lektura będzie ciekawa, a chciałbym aby była inspirująca.

Pozdrawiam!

wtorek, 12 października 2010

Od Iławy do Iławy.

W czasie bitwy pod Pruską Iławą, 8 lutego, około godz 14:00, pod atakami korpusu Davouta, rosyjskie lewe skrzydło cofnęło się, a Benningsen, stracił możliwość wycofywania się przez Lampash. Napoleon spodziewał się rychłego przybycia korpusu Neya, który z rejonu Orchen (Orsy) i Eichen (Dęby) miał kierować się na Althof (Orechowo), a w rezultacie zamknąć drogę odwrotu Rosjan przez Schmoditten (Rjabinowka). W ten sposób armia rosyjska znalazła by się w okrążeniu, a Napoleon, powtarzając manewr kanneński, odniósł by druzgocące zwycięstwo. Pojawienie się Prusaków, zamiast spodziewanego Ney'a, i ich brawurowy, przeprowadzony jak na manewrach, atak, zmieniło w znaczący sposób wynik starcia. Poniższa relacja, jest próbą rekonstrukcji wydarzeń jakie miały miejsce w dniach poprzedzających przybycie pruskiego korpusy generała L'Estocq na pole bitwy pod Pruską Iławą. Podczas pisania celowo pominąłem wszystkie informacje o sytuacji strategicznej i operacyjnej (między innymi o ruchach korpusów Wielkiej Armii), które są dzisiaj dokonale znane historykom i do których można w każdej chwili sięgnąć.

Hussenheim, 8 lutego 1807, 3:00.
W wiejskiej chacie zagubionej wśród lasów i pagórków Prus Wschodnich, dowodzący pruskim korpusem generał Anton Wilhelm von L'Estocq przeciera podkrążone, niewyspane oczy. Jest zmęczony i zdrożony jak całe wojsko. Od 2 lutego, czyli od dnia wyjścia z Iławy, jego korpus pokonał ponad 150 km po kiepskich, zaśnieżonych drogach. Jest zimno, za dnia temperatura nie jest dotkliwa, jakieś 4-5 stopni poniżej zera, ale nocą spada do kilkunastu stopni mrozu, a przenikliwy wiatr zwiększa uczucie chłodu. Gruntowe, w czasie trwającej od jesieni wojny, rozjeżdżone setkami kół i rozdeptane tysiącami butów, wschodniopruskie drogi zamieniły się najpierw w błoto, potem zmarzły w twarde jak skała koleiny, a następnie pokryły się śniegiem, zdradziecko skrywając swoje nierówności i ostre krawędzie. Nawet za dnia postawienie nogi dla człowieka lub konia jest ryzykowne. Nocą, w skąpym świetle latarni, żołnierze piechoty, oszronieni zamarzającą parą własnych oddechów, wyglądają jak zataczające się upiory. Konie nie wyglądają lepiej, pozbawione od tygodnia porządnej paszy, przypominają własne szkielety obciągnięte skórą. Można jeszcze jechać na nich stępa, ale galop jest wykluczony.

Zimowa ofensywa sprzymierzonych rozwijała się owocnie, pruski korpus, wzmocniony dwoma pułkami rosyjskimi liczył ok. 15 000 ludzi i w końcu stycznia siłami głównymi osiągnął Kisielice(ok. 20 km na zachód od Iławy), z pikietami na linii Łasin – Biskupiec. Nieprzyjaciel cofał się praktycznie bez walki. Pod Grudziądzem stanął major Borstell ze 150 osobowym oddziałem Garde du Corps, odblokowując tym samym twierdzę, a pod Kwidzynem gen. Roquette ucierał się z polskimi powstańcami, którzy wykorzystując zamarzniętą Wisłę, przechodzili na jej prawy brzeg. Planowano też dalsze kroki, we współudziale garnizonu Gdańska, w dniu 2 lutego miano zaatakować i zdobyć Gniew. W tym celu w kierunku Kwidzyna wymaszerował pułk dragonów generała Esebecka, któremu przydzielono kałuski pułk piechoty i półbaterię konną. Tymczasem już 1 lutego przyszedł rozkaz aby nawiązać kontakt z prawym skrzydłem rosyjskim w Ostródzie, tak więc L'Estocq musiał zrezygnować z kroków ofensywnych i przesunął się siłami głównymi pod Iławę, gdzie stanął 2 lutego po południu. W celu osłonięcia marszu lotną brygadę Rouquette przesunięto nad Osę, Borstell miał pilnować prawego brzegu Wisły pomiędzy Gniewem a Nowem, a Esebeck dostał rozkaz posuwania się an Kisielice i Iławę. O 5 rano (3 lutego) wymaszerowano w dwu kolumnach w kierunku Ostródy, gdzie dotarto późnym wieczorem. Siły główne w Tyrowie, a brygady forpocztowe (Bulowa i Maltzhama) na prawo od nich, zajęły drogi na Olsztynek i Lubawę. W Ostródzie czekał już kolejny rozkaz: koncentracja całej armii pod Jonkowem! W związku z francuską kontrofensywą Benningsen pisał : “Cały pruski korpus musi się szybko ze mną połączyć nad Łyną, a w swoim marszu zająć drogę Olszynek – Jonkowo, tak aby zasłonić prawą flankę armii rosyjskiej, przeciwko której wróg już podjął kroki”.
Jeszcze wieczorem wydano stosowne rozkazy: brygady forpocztowe Maltzhana i Bulowa oraz wsparcie Kluchznera4 zbiorą się o 7 na drodze do Olsztynka, skąd przejdą pod Łuktę, siły główne, o 8 rano, uformują kolumnę na drodze do Morąga, dotychczasowa straż przednia – brygada Prittwitza – utworzy ariergardę kolumny głównej. Rezerwa generała Plotza przejdzie z Miłomłyna do Wilnowa (na wschód od jeziora Narie) gdzie będzie oczekiwać kolejnych rozkazów. To miał być spacerek! Z Ostródy do Jonkowa jest ledwie dzień marszu!



Benningsen i jego ciągle nieaktualne rozkazy ! Ledwie sformowano kolumny marszowe nadszedł kolejny list, z nowymi dyspozycjami! “Ponieważ pozycja pod Jonkowem okazała się nie do utrzymania – pisał Benningsen – a odwrót na Bartoszyce jest niemożliwy, gdyż zajęto wszystkie przejścia przez Łynę, armia rosyjska będzie się wycofywać w kierunku Lubomina, gdzie będzie oczekiwać wroga; generał L'Estoq powinien w takim razie natychmiast tam się udać i stanąć na prawej flance armii rosyjskiej”. Na Lubomin! To dwa razy dalej niż Jonkowo, do tego w innym kierunku! Zum Teufel!Trzeba natychmiast zając przeprawy na Pasłęce zanim zrobią to Francuzi! Wprawdzie rzeki są zamarznięte, ale głębokie doliny w jakich płyną, są zasypane śniegiem, pokonać je można tylko po mostach. Trzeba w końcu, obrócić cały korpus, którego straże przednie są na południu, a maszerować trzeba na północ. Wschodniopruskie lasy, to nie plac manewrowy pod Poczdamem, na to wszystko trzeba czasu, a Benningsen nagli. Generał L'Estoq zadecydował, że przeprawi się przez Pasłękę w Kalistach-Dąbrówce.
Natychmiast wysłano odpowiednie rozkazy. Plotz, który był w drodze na Wilnowo miał przejść dalej do Brzydowa i Ględ, stamtąd wysłać mieszany oddział, który miał zająć most nad Pasłęką pod Kalistami, a następnie wysłać patrole na prawy brzeg do Skolit i Garzewa. Siły główne miały posunąć się na północ i stanąć pomiędzy Morągiem a Lasem Ostródzkim, ariergarda w Rusi. Brygady straży przedniej miały się rozlokować wzdłuż Pasłęki: Bulowa – pomiędzy Łuktą a Łęgutami, Maltzhana – pod Mostkowem, a wsparcie Kluchznera – pomiędzy nimi, na północ od Łukty. Brygady te miały wysłać pikiety na prawy brzeg rzeki, odpowiednio do wsi: Stękiny, Kawkowo i Szałastry. Jednocześnie ustalono, marszruty na następny dzień (5 II). Siły główne miały w gotowości, na północ od Morąga, o 9 rano, ariergarda w Morągu o 11, rezerwa Plotza, miała przesunąć się na północ i być gotowa o 12 w Warkałkach (na południe od Miłakowa) i o tej samej porze, brygady straży przedniej, miały zająć miejsce rezerwy pod Włodowem. Cały manewr miał się odbyć, oczywiście, pod osłoną pikiet na prawym brzegu Pasłęki.
Niestety, zimowa pora, zaśnieżone drogi, zmiany planów – to wszystko nie sprzyjało wykonaniu rozkazów. Brygady straży przedniej, które, zgodnie z dyspozycjami z dnia poprzedniego były już w marszu, zgubiły drogę, dotarły do Łukty dopiero o 19, oficer ordynansowy, wiozący zmianę rozkazów dotarł tam dopiero o 20, w związku z czym nie wysłano już pikiet na prawy brzeg Pasłęki, biorąc ognie ognisk po wschodniej stronie za pozycje rosyjskie! Również gen. Plotz nie osiągnął swoich kwater przed zmrokiem, ten jednak przekonał się, że na drugim brzegu rzeki stoją już siły przeciwnika. Przez cały dzień, mimo że niektóre oddziały pokonały po kilkadziesiąt kilometrów, cały korpus praktycznie nie ruszył się z miejsca, nie rozpoznano też siły nieprzyjaciela!
Około 5 rano, do kwatery L'Estoqe w Morągu dotarły wiadomości, że przeprawa przez Kalisty jest niemożliwa, bo po drugiej stronie Pasłęki stoją wojska francuskie. Gdzie w takim razie jest Benningsen? Wycofał się bardziej na północ? Nie ma wyjścia trzeba posunąć się bardziej na północ. Zamiana punktów zbornych była już niemożliwa, bo wojsko zdążyło wymaszerować na pozycje. Oficerowie ordynansowi ponownie wsiedli na konie. Niech Plotz przejdzie przez , Miłakowo i zatrzyma się w Dobrym, siły główne przejdą dalej na północ, przeprawią się przez Spędy. Brygady straży przedniej przez Sportyny i Pityny, a potem pomaszerują na północ od Ornety, do Bażyn, gdzie osłonią moją flankę!
W celu zajęcia przepraw, z sił głównych został wysłany batalion dragonów Auer. Ledwie L'Estoqe ruszył z miejsca, dotarł do niego kurier z informacją, że Miłaków też już jest zajęty przez francuską kawalerię, która starła się z dragonami Auer próbującymi zająć przeprawy w Soprtynach i Pitynach. Generał, dla wzmocnienia Plotza, który miał zająć Miłaków, wysłał drugi batalion dragonów Auer, a sam, zgodnie z planem kontynuował marsz na Dobry. Podjął decyzję która kosztowała go utratę 1/3 swoich sił!

Plotz, mając do dyspozycji dwa pułki piechoty (Plotz i Ruitz), dwa bataliony grenadierów (Braun i Massow) i 1 1/2 baterii artylerii konnej, po wzmocnieniu pułkiem dragonów zaczął posuwać się, w szyku bojowym w kierunku Miłakowa, kiedy usłyszano huk wystrzałów z kierunku Włodowa. Mając przed sobą słabe siły przeciwnika, postanowił najpierw zająć miasto, a potem ruszyć na pomoc brygadom straży przedniej, które musiały toczyć, oceniając po odgłosach, ciężkie boje. Faktycznie, na widok pruskiej brygady, pułk francuskiej jazdy, pierzchnął z Miłakowa na południe, w kierunku Trukajn. Plotz, zajął miasto, obstawił piechotą i wysłał kawalerię w kierunku Włodowa, która szybko powróciła: w kierunku Miłakowa zmierzały duże siły nieprzyjacielskiej piechoty i kawalerii! Plotz zorientował się, że ma do czynienia, nie z pojedynczym podjazdem a większym zgrupowaniem.
W rzeczywistości, były to czołowe dywizje VI Korpusu Wielkiej Armii. L'Estocq nie wiedział, że już dzień wcześniej, Napoleon otrzymał wiadomość o silnym ugrupowaniu, które usiłuje przeprawić się przez Pasłękę. Szybko zorientował się, że chodzi o Prusaków, o których dotychczas nie miał informacji i nakazał Neyowi, aby ten odciął pruski korpus od armii rosyjskiej. Ney otrzymał ten rozkaz rano i szybko przeprawił się przez Pasłękę pod Kalistami, a w tej chwili pełną siłą maszerował trasą przez Włodowo na Miłaków Na wojnie często decyduje przypadek, tego dnia szczęście sprzyjało Neyowi. Przeprawę rozpoczął po odejściu z tego rejonu Plotza, a zanim, na pozycję pod Włodowem, dotarł Bulow.
Ten pierwszy, nie widząc możliwości stawienia czoła przeciwnikowi, w całkowitym porządku, bez strat, wycofał się na Dobry. Ten drugi, nie wiedząc z kim ma do czynienia - zaatakował!
Brygady straży przedniej, były mieszanymi, złożonymi z wszystkich rodzajów wojsk oddziałami, pomiędzy które rozdzielono bataliony lekkiej piechoty: Wackenitz, Bulow, Schachtmeyer i Bergen, drugi batalion pułku piechoty liniowej Besser, drugi batalion huzarów Prittwitz, batalion Towarzyszy i baterię konnej artylerii Graumann. Około 11, w dalszym ciągu wykonując dyspozycje z dnia poprzedniego, gdyż oficer ordynansowy wysłany z nowymi rozkazami wpadł w ręce Francuzów, obie brygady forpocztowe posuwały się od Wilnowa w kierunku Włodowa. Zarówno Bulow jak i Maltzhan myśleli, że przeprawę prze Pasłękę utrzymują pikiety Plotza, a na drugim brzegu stoi armia rosyjska. Kiedy kolumny mijały Brzeźno, od czoła dało się słyszeć pojedyncze strzały, które początkowo wzięto za pomyłkowe ostrzelanie fizylierów przez kozaków. Po około kwadransie, okazało się że zalesiony pagórek przed Włodowem zajmuje francuska lekka piechota.
Pułkownik Maltzahn, który znajdował się na szpicy kolumny zaatakował przeciwnika w lasku, Bulow przesunął się bardziej na lewo i rzucił huzarów jeszcze bardziej w lewo w celu odcięcia Francuzom odwrotu. Obaj byli przeświadczeni, że mają do czynienia ze strażą przednią jakiegoś zgrupowania przeciwnika i chcieli się przebić do sił głównych, które, zgodnie z ostatnim znanym rozkazem, powinny się posuwać, zbieżnym marszem na Kalisty. Po wyparciu nieprzyjacielskiej piechoty z pomiędzy drzew, obie brygady stanęły na otwartej przestrzeni, w odległości kilkuset kroków od Włodowa, akurat w sam raz, aby zobaczyć, jak cały VI korpus, robi lewo zwrot i rozwija swoje pułki do natarcia... Scheisse!
Ney zaatakował w trzech kolumnach, interwały wypełniając tyralierami. Mając kilkukrotną przewagę, nie miał trudności z odbiciem lasku. Prusacy zaczęli się cofać, przy czym ich lewe skrzydło zostało mocno poturbowane. Po wyjściu na otwartą przestrzeń, brygada utworzyła wielki czworobok, złożony z czterech batalionów fizylierskich. Na lewej flance stanął batalion pułku Besser, który w krytycznym momencie, formowania czworoboku, zatrzymał atakującego nieprzyjaciela salwą batalionową. Na prawej flance z nieprzyjacielską jazdą ucierali się huzarzy Prittwitza, a batalion Towarzyszy osłaniał czoło. Tak sformowana brygada rozpoczęła powolny odwrót w kierunku Morąga. Ostro się ostrzeliwując, czworobok dotarł do Wilnowa, gdzie wpadł na własne tabory, które zatarasowały przejście. Szyk się rozsypał, a kawaleria “piekielnej dywizji” Lasalla, rozniosła piechotę na szablach. W ostatniej chwili, szczęśliwa szarża huzarów, ocaliła część piechoty, która uciekała do Morąga, ścigana przez Francuzów, aż do zmroku. Pruskie straty wyniosły 35 oficerów i 1100 żołnierzy, do niewoli dostał się generał Kluchtzner, staruszek (rocznik 1736), weteran wojny siedmioletniej. Pułkownik Bulow, został postrzelony w ramie. Wieczorem, na kwaterach w Morągu, pocieszał swoich zmęczonych i zniechęconych oficerów: Odwagi Panowie, te kurduple nieźle nas dzisiaj pobili, następnym razem my ich stłuczemy ! Następnym razem, czyli w czerwcu 1807 się nie udało, ale jako generał-porucznik von Bulow, we wrześniu 1813 (pod Dennewitz) wziął srogi rewanż na Ney'u, a czerwcu 1815 mógł się cieszyć z ostatecznego pokonania Napoleona. Tymczasem Ney odtrąbił zwycięstwo, a Cesarzowi chełpliwie zameldował że... rozbił cały korpus L'Estocqa.



Strata była bolesna, ale siły główne pruskiego korpusu forsownym marszem na północ, po bocznych drogach, przeprawiły się w końcu przez Pasłękę pod Spędami i nocą zajęły kwatery w Osetniku. Tempo spowalniały dwie baterie ciężkiej artylerii, dla których trzeba było w wielu miejscach budować przejścia. Po drodze, dotarły do L'Estocqa dyspozycje Benningsena, który informował, że będzie się wycofywał na Górowo, a w razie potrzeby Alembork, gdzie będzie chciał utrzymać mocną pozycję L'Estocq stanął ze sztabem w Gładyszach (Schloditten), w pałacu rodziny zu Dohna. Z rosnącym zdenerwowaniem oczekiwał wieści o swojej straży przedniej, po której zaginął ślad, martwił się powolnym tempem marszu, zbytnim rozciągnięciem kolumny. Na następny dzień (6 II), jako punkt zborny wyznaczono drogę pomiędzy wioskami Długobór i Pakosze. Planowano dojść do Lelkowa, ale zmęczeni nocnym marszem żołnierze (wielu w ogóle nie spało), powoli zbierali się do wymarszu. Nie będąc naciskanym przez nieprzyjaciela, generał, po krótkim marszu na Sawity postanowił dać ludziom dzień odpoczynku. Wydano chleb i gorzałkę. Do Benningsena, po rozkazy pojechał porucznik Kursell. W krótkim czasie powrócił z ustnym poleceniem marszu na Rositten (Bogatowo - pomiędzy Cyntami a Iławą), stamtąd do drogi Królewiec – Iława, którą korpus dołączy do armii rosyjskiej. Jednocześnie głównodowodzący prosił o osobiste przybycie generałów Ruchela i L'Estocq do Iławy. Do korpusu dołączył też Scharnhorst5, który od 31 stycznia przebywał z Benningsenem.
Na następny dzień (7 II) zaplanowano wymarsz na godz 6 rano. Generał L'Estocq z pułkownikiem Scharnhorstem wyruszyli konno, przez Kandyty i Orsy do Iławy, do sztabu Benningsena. Daleko nie ujechali. Obaj oficerowie, przekonali się, że Wielka Armia w pościgu za Rosjanami podciągnęła już pod Iławę, uznali więc, za konieczne, pozostanie z własnymi żołnierzami (do sztabu wysłany został ponownie porucznik Kursell) i z Ors udali się bezpośrednio do Hussehnen (Pogranicznoje), gdzie zaplanowano kwatery na najbliższą noc. Ten etap marszu dla korpusu pruskiego był wyjątkowo męczący. Licząc od punktu zbornego, przez Lelkowo, Głębock, Roditten (Nagornoje), Rositten (Bogatowo) do etapu w Hussehnen, zrobiono 30 km, ale doliczając dojścia z, i do kwater, można liczyć 40 km. W rejon Rositten i Hussehnen oddziały ściągały całą noc.

Hussehnen, 8 lutego 1807, godz 3:30.
Do kwatery L'Estocqa wchodzi porucznik Kursell, otrzepując śnieg z munduru i butów budzi drzemiącego w kącie Scharnhorsta. L'Estocq wzrokiem zaprasza pułkownika do stołu. “Jakie wieści Kursell?" Młody porucznik, ma popękane od mrozu usta, ale stara się jak może: Hrabia Benningsen od wczoraj broni się pod Eylau i prosi o jak najszybsze przybycie wojsk generała do siebie! A WIĘC BITWA! Kursell wychodzi, a L'Estocq pytająco spogląda na rodaka (obaj są Hanowerczykami). Co robimy Scharnhorst? Idziemy się bić czy ratujemy to co zostało?
Dwie głowy pochylają się nad mapą. Najkrótsza droga do Eylau wiedzie przez: Wackern (Jelanowka) , Waldecke , Schlautienen (Czapajewo), Gorcken (Dubrowka) i Althof. Decyzja nie jest prosta. Wieczorem, dragoni Auer, którzy osłaniali marsz kolumny od strony Pieniężna meldowali o potyczce, z maszerującymi na Althof, forpocztami Neya. Dołączenie, do armii Rosyjskiej, oznaczać będzie skrajnie niebezpieczny marsz flankowy, przed czołem przeważających sił nieprzyjaciela, po trudnym, pagórkowatym i zalesionym terenie. Nie ma co liczyć na Plotza, który raportuje duże spóźnienie w marszu. Można się wycofać na Krzyżborg i osłaniać Królewiec, czy nie tego chciałby Król? W końcu to druga stolica Prus! Można by się połączyć z Esebeckem, który był w drodze z Bartoszyc i Mahlzhanem, który przez Pasłęk i Bartoszyce prowadził resztki brygady straży przedniej, które umknęły spod Włodowa. Scharnhorst patrzy przed siebie, nieobecnym wzrokiem. Gramy o wysoką stawkę! Trzeba się bić! Przy odrobinie szczęścia uda się nam!
Bitwa postanowiona. Trzeba się pozbyć ciężarów i przygotować na najgorsze. Tabory powędrowały na Bomben i przez Frisching miały dotrzeć do Glaufhenien. Dwie baterie artylerii pieszej, które tak spowalniały marsz, wysłano jeszcze nocą do Benningsena (dotarła jedna, druga utknęła po drodze). Batalion grenadierów Chlebowski ze szwadronem kirasjerów Wagenfeld pomaszerują na Muhlhausen (Gwardiejskoje) gdzie zabezpieczą ewentualny odwrót na Królewiec. Esebeck i Mahlzhan niech staną nad Frisching, na południe od Królewca.

Hussehnen, 8 lutego 1807, godz 6:00.
Do sił głównych dołącza Plotz, ale żołnierze padają ze zmęczenia, przez 24 godziny maszerowali, pozbawieni ognia, strawy i możliwości odpoczynku. Bez rozkazu, co było niewiarygodne w pruskiej armii, udają się do ciepłych jeszcze kwater, które akurat opuszczają ich koledzy ściągający na zbiórkę. Donnerwetter! Nie ma mowy aby wzięli udział w bitwie. Zamiast tego Plotz, po krótkiej przerwie odpoczynku ma dołączyć lub wycofywać się na Krzyżborg.

Hussehnen, 8 lutego 1807, godz 8:00.
Świta. Po mroźnej nocy (nad ranem temperatura spadła do minus 17 stopni), widać że będzie zmiana pogody. Niskie chmury i porwisty, północnozachodni wiatr, który zwiewa śnieg z pól, tworząc zaspy, zapowiadają śnieżyce.
Na drodze między Rositten a Hussehnen w porządku marszowym stoją ostatni przedstawiciele sławnej armii pruskiej. Awangarda - 10 szwadronów dragonów Auer i bateria artylerii konnej - w szpicy 120 koni z regimentów Towarzyszy i dragonów Auer; siły główne – 7 batalionów piechoty (pułki: Wyburg, Schonninig, Ruchel) , 2 bataliony grenadierskie (Schieffen i Fabecky) i 19 szwadronów ( Towarzyszy, dragonów Baczko i kirasjerów Wagenfelda); ariergarda – 1 batalion lekkiej piechoty (Sutterheim), 5 szwadronów huzarów (Prittwitz) i pół baterii artylerii konnej. Ruszyli.
Rozciągnięta na kilometr długości kolumna wychodziła z lasku, który rogiem zachodził przez drogę pomiędzy Wackern a Schautinien, gdy na wzgórzu po prawej dostrzeżono 8-10 jeźdźców. Wysłane na przeciwko 5 szwadronów dragonów Auer rozpoznało szpice korpusu Neya, który z południa szły w kierunku Schautinien. L'Estocq wysłał w kierunku nieprzyjacielskiej jazdy dodatkowe 5 szwadronów dragonów i 10 szwadronów Towarzyszy, oraz baterię artylerii konnej (Bredow), a przez las, na lewą flankę nieprzyjaciela 2 kompanie piechoty Shoenning i 3 kompanie Rosjan z pułku wyborskiego. Pod ogniem artylerii i muszkieterów, nieprzyjacielska kolumna się zatrzymała. Dało to czas, na przeanalizowanie sytuacji, widząc kierunek na Schautinien nieaktualny, L'Estocq postanowił szukać drogi bardziej na północ i skierował kolumnę na Pompicken (Dolgorukowo), odwołując jednocześnie dragonów i artylerię konną. W tym momencie dało się słyszeć odgłosy bitwy na zachodzie. To lewa kolumna Neya maszerowała na Wackern. W obliczu niebezpieczeństwa, przyspieszono marsz tyłu kolumny przez tę miejscowość. Ariergarda Prittwitza, która jeszcze znajdowała się przed Wackern, zaatakowała Francuzów od lewej flanki. Kapitan Krauseneck na czele swoje kompanii fizylierów (batalion Sutterheim) prowadził ogień na tyle długo, że ostatnie oddziały sił głównych (dragoni Baczko i kirasjerzy Wagenfels) zdążyli się przemknąć przez Wackern, sam jednak został odepchnięty w kierunku wsi i podążył za siłami głównymi. Tymczasem nieprzyjaciel zajął Wackern odcinając ariergardę od korpusu. Jeszcze tylko pułkownik Sutterheim, na czele Lejbkompanii, atakiem na bagnety przedarł się przez zabudowania i dołączył do kompanii Krauseneck'a, kiedy Francuzi zajęli cały teren na prawo i na lewo od wioski.
Prittwitz był w pułapce.. Pod osłoną półbaterii artylerii konnej, która celnym ognień otworzyła drogę, zaczął przemieszczać się w kierunku Krzyżborga. Na wojnie często decyduje przypadek, tego dnia szczęście nie sprzyjało Neyowi. Wściekłe ataki fizylierów, a w szczególności ogień artylerii (3 działa 6 funtowe) spowodowało, że marne resztki ariergardy (2 bataliony lekkiej piechoty i 5 szwadronów huzarów), wziął za wycofujący się korpus L'Estocqa i zamiast do Iławy, skierował się na Krzyżborg! Za starcie pod Wackern, dowódca półbaterii artylerii konnej, niespełna trzydziestoletni podporucznik (urodziny będzie miał 15 marca), dostał najwyższe pruskie odznaczenie wojskowe - order Pour la Merite. Ten podporucznik, w 1812, już jako pułkownik Księstwa Warszawskiego dostanie Legię Honorową i krzyż Virtuti Militari, a w 1831, jako generał Wojska Polskiego zginie od rosyjskich bagnetów. Nazywał się Józef Longin Sowiński.



W czasie, gdy VI Korpus atakował Wackern, 5 kompanii piechoty, z pułków wyborskiego i Schonning, bez problemu dołączyło do sił głównych. Lecz prawa kolumna Neya, w dalszym ciągu podążała za L'Estocqem. Po minięciu Pompicken, krawędź wsi obsadził batalion grenadierów Fabecky, przy pomocy baterii artylerii i kirasjerów Wagenfels, odrzucili przeciwnika, po czym podążyli za siłami głównymi. Po jakimś czasie, Francuzi ponownie zaatakowali, tym razem od zachodu, ale zostali powstrzymani przez dwie kompanie fizylierów Sutterheima (te same które przedzierały się przez Wackern) i półbaterię Renzel. Wszytko to dało niezbędny czas, aby L'Estocq oderwał się od nieprzyjaciela. Ney tymczasem coraz bardziej był zaabsorbowany atakami na ariergardę Prittwitza, który cofając się na Krzyżbork, natknął się na brygadę rezerwową Plotza! Ten ostatni, wychodząc z dwugodzinnym opóźnieniem, słysząc odgłosy bitwy, poszedł okrężną drogą przez Bomben. Razem z Prittwitzem, stawili twardszy opór, który jeszcze bardziej przekonał Ney'a o słuszności manewru na Krzyżbork.
L'Estoq tymczasem, już nie naciskany przez nieprzyjaciela, przez Graventhien (Kamyszewo) dotarł do Drangsitten (Awgustowka). W tej ostatniej wiosce, zostawił dla obrony mostu na rzeczce Pasmar batalion grenadierów Schlieffen, do którego dołączyły dwie mocno znużone potyczkami, kompanie fizylierów Sutterheim. Do Althof dotarł ok. 13.
Po wysłaniu pododdziałów nad dolną Wisłę (Roquette, Borstell i Esebeck), po utracie pod Włodowem brygad straży przedniej (Bulow i Mahlzan), po odcięciu pod Wackern ariergardy i rezerwy (Prittwitz i Plotz), oraz detaszowaniu grenadierów Schlieffen – na pole bitwy L'Estocq przyprowadził korpus w sile: 9 ½ batalionu, 29 szwadronów i 2 baterii artylerii konnej – łącznie 5584 żołnierzy i oficerów.

4 komentarze:

  1. A propos generała Kluchtznera - a co taki staruszek robił na polu bitwy? Toż w jego wieku trudy kampanii mogły być zabójcze...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten wiek, to niestety była norma wśród oficerów wyższego szczebla, sam L'Estocq nie był wiele młodszy (rocznik 1738), a bywali i starsi. Dopiero reformy z lat 1808-1809, przewietrzyły pruski korpus oficerski.

    OdpowiedzUsuń
  3. Podobnie chyba było u Austriaków przed kampanią 1809 roku - generalicja była raczej starszej daty ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie zawsze wiek jest problemem. Taki Blucher, też już młodzieniaszkiem nie był! Jednak sytuacja z Kluchtzneren jest symptomatyczna. Nigdy nie był wybitnym oficerem,a z wiekiem dosłużył się generała, ale, jako komendant pułku Besser, był na etacie pułkownika! W tej opisanej przeze mnie sytuacji dowodził jednym batalionem liniowym, który był odwodem dwóch lekkich brygad. To z kolei była fucha dla kapitana, góra majora! Wydaje mi się, że takie właśnie blokowanie stanowisk, przez "zasłużonych" kombatantów było problemem.

    OdpowiedzUsuń